Lepsza wersja siebie – Ewa i jej przygoda z pływaniem

Lepsza wersja siebie – Ewa i jej przygoda z pływaniem

W wieku 33 lat pierwszy raz weszła na basen z myślą o pływaniu... Uczyła się, siedząc w jacuzzi i podpatrując pływaków na torze. Technikę zgłębiała z profilu „Pływaj z Kariną”... Teraz jest mistrzynią w pływaniu open water, w pływaniu długodystansowym oraz winter swimming. Poznajcie Ewę Kobus i jej inspirującą historię!

Początek pływackiej przygody

Pojawiłaś się w społeczności pływackiej stosunkowo niedawno. Jak to się zaczęło? Nie jesteś przecież wyczynową pływaczką, która na emeryturze sportowej podtrzymuje miłość do pływania. Twoje wyniki robią wrażenie!

Zaczęłam od zera. A właściwie… zaczęłam od wody, ale nie od pływania. Jako dziecko potrafiłam skupić się na jednej rzeczy z uporem pitbulla. Inne dzieci nudziły się po 5 minutach, a ja mogłam stać pół dnia nad wodą, wpatrzona w spławik – tak w wieku 5 lat postanowiłam, że będę łowić ryby. Woda zawsze gdzieś przy mnie była. A kiedy moja mama – była pływaczka – sunęła przez jezioro, to czekałam na brzegu i zastanawiałam się, jak można w kółko pływać, ale się w nią wpatrywałam. To był mój pierwszy wzór wolności w wodzie.

Od „Zosi Samosi” do karty pływackiej

Po latach dopiero zrozumiałam, jak bardzo mnie to ukształtowało. Czym skorupka za młodu… – to prawda. Mama usilnie próbowała mnie zarazić jakąkolwiek pasją, ale ja, uparta „Zosia Samosia”, wolałam podpatrywać koleżanki i ich instruktora, stojąc gdzieś z boku, i ćwiczyć po swojemu. Kartę pływacką zrobiłam około 10. roku życia, ale oczywiście na moich zasadach, czyli żabką odkrytą (jedyny „styl”, jakim umiałam pływać). Nie byłam sportowym dzieckiem. W wieku 15 lat miałam krótki epizod z piłką nożną, bo dziadek grał. Potem – już nic. Żadnych aktywności. Żadnych treningów. Byłam zawsze „na nie”.

Zdrowie zamiast nałogów

A potem… przyszła dorosłość, trzy ciąże, nadwaga prawie 30 kilogramów i poczucie, że stoję w miejscu, szukam siebie. Otaczali mnie ludzie, którzy ciągnęli mnie w dół. Mogłam pójść w bardzo złe kierunki – wiele osób z tego towarzystwa dziś naprawdę potrzebuje pomocy. A ja, zamiast uciekać w nałogi, wybrałam… wodę. Zdrowie. Siebie. W wieku 33 lat pierwszy raz weszłam na basen z myślą, że muszę zmienić swoje życie. Zaczynałam w basenie rekreacyjnym, bo wstydziłam się torów sportowych – nie chciałam nikomu przeszkadzać. Siedziałam w jacuzzi i podpatrywałam ludzi na torach: jak oddychają, jak układają ramiona.

Oglądałam krótkie filmiki z profilu na Instagramie „Pływaj z Kariną”. Rozkładałam je na czynniki pierwsze. Podpatrywałam Karinę godzinami, aż w końcu popłynęłam pierwszy raz kraulem. W połowie toru zatrzymałam się i pomyślałam: „Boże… Ja naprawdę potrafię.” Od tego momentu wszystko zaczęło się dziać.

 Eka_kobus_AQUA_SPEED_3
 Eka_kobus_AQUA_SPEED_3

Czy w dorosłości można zacząć pływać?

Uprawiałaś inne sporty? Często osoby uprawiające jakąś dyscyplinę szukają potem alternatywy. A jak było u Ciebie?

Pływanie jest pierwszym sportem, który naprawdę pokochałam. Nigdy wcześniej niczego nie trenowałam. Miałam jedynie krótki epizod w wieku 15 lat, jak wspomniałam wcześniej – grałam przez rok w piłkę nożną i zakończyło się to kontuzją kolana. Po tym epizodzie nie robiłam już absolutnie nic. Zero sportu.

Dlatego to, że dziś pływam codziennie, startuję w zawodach, zdobywam podia między innymi w Pucharze Polski w zimowym pływaniu, jest dla mnie dowodem, że w sporcie można zakochać się nawet w dorosłości. 

Może to geny po mamie. Może charakter, który sprawia, że jeśli już coś złapię, to nie puszczam. A może po prostu potrzebowałam właśnie tego momentu w życiu, żeby coś zaskoczyło. I zaskoczyło.

 Baner-Desktop-1920x850-Newsletter_2

Z basenu do akwenu: Gdzie poczujesz się najlepiej?

Można powiedzieć, że jesteś żywą reklamą naszego hasła „z basenu do akwenu”. Często można Cię spotkać na basenie, ale równie często w akwenach otwartych. Trening na basenie to przyjemność, odskocznia czy środek do celu? 

Jeśli mam odpowiedzieć wprost, to basen, a raczej pływanie samo w sobie jest zarówno odskocznią, jak i przyjemnością. A czy jest środkiem do celu? Można też tak powiedzieć, jeśli mamy na myśli życie w zdrowiu – to mój główny cel.

Chcę jak najdłużej żyć i dawać dobry przykład moim dzieciom. Trofea, które zdobywam, pieszczotliwie nazywam „efektami ubocznymi” mojej pasji – oczywiście bardzo przyjemnymi. Jeśli bowiem są wyniki, to znaczy, że jest też rozwój, a właśnie o to mi chodzi, by być lepszą wersją siebie.

Basen i jezioro: Dwa światy, jedna woda

Basen i akwen to po prostu dwa miejsca, w których… żyję. Woda jest jedna. Basen daje mi do niej dostęp – mogę wskoczyć o każdej porze dnia, kiedy potrzebuję tych kilku kilometrów. Natomiast akwen daje mi przestrzeń, naturę, ciszę i to uczucie, że świat się zatrzymuje. Zarówno basen, jak i akwen uzupełniają się, nie konkurują ze sobą.

A dlaczego kocham oba? Bo jako dzieciak każde wakacje spędzałam nad wodą – dwa miesiące non stop! Jeziora, morze, plaża, łowienie ryb... Nie wychowałam się „na wodzie”, ale byłam przy niej zawsze, rok w rok, całymi dniami. To tam nauczyłam się cierpliwości, skupienia, uporu. A kiedy po latach wróciłam do wody już jako dorosła osoba, okazało się, że to dla mnie nie miejsce treningowe, tylko takie, w którym jestem sobą, mam czas na poukładanie myśli.

Traktuję pływanie jak SPA dla ciała i duszy… Ja nie trenuję — ja żyję w wodzie. Rano potrafię zrobić swoje kilometry na basenie, a po południu jadę nad jezioro. I nie zastanawiam się, co jest lepsze. Po prostu – jeśli jest woda, to ja wchodzę.

 Eka_kobus_AQUA_SPEED_6
 Eka_kobus_AQUA_SPEED_9

Wpływ pływania na zdrowie i rodzinę

Co daje Ci pływanie? Czy to odskocznia od dnia codziennego, profilaktyka zdrowotna, a może przygoda? 

Pływanie daje mi wszystko: spokój, zdrowie, siłę, radość, reset, równowagę. To odskocznia, profilaktyka i przygoda w jednym. Woda porządkuje mi głowę tak, jak nic innego. Uczy pokory, cierpliwości i oddychania. Jest moim miejscem, moim sposobem na życie. Zmieniła mnie też fizycznie – schudłam, czuję się silniejsza, zdrowsza i szczęśliwsza niż kiedykolwiek.

Przykład dla dzieci i wsparcie męża

Ale największą wartością jest wpływ pływania na moją rodzinę. Moje dzieci widzą, że mama się nie poddała, walczyła o siebie i wygrywa codziennie! Nelia – mimo że bojaźliwa – sama poprosiła o lekcje pływania i idzie jej świetnie! Nikodem spontanicznie wystartował nocą we Wrocławiu, gdy ja płynęłam 10 km. Byłam z niego ogromnie dumna. Kuba – piłkarz od 4. roku życia – dziś kibicuje mi tak, jak ja kibicuję jemu od lat.

I żeby była jasność, nigdy w życiu nawet nie śmiałam pomyśleć, że któreś z nich podzieli moją pasję. Nie o to chodzi. Chcę pokazać im zdrowe, dobre życie, a jaką dyscyplinę – i czy w ogóle – kiedyś sobie wybiorą? To będzie już tylko ich decyzja. Jest jeszcze mój mąż. Bez niego nie byłoby tej historii. Jego wsparcie, opieka nad dziećmi, kibicowanie razem z nimi, wspólne wyjazdy i wiara we mnie sprawiły, że mogłam się rozwinąć.

Pływanie daje mi dobrą wersję mnie, a dobrą wersję mnie dostaje cała moja rodzina. A ilu ludzi mi pływanie sprawiło! Ile nowych znajomości, prawdziwych przyjaciół, przygód, których nigdy nie zapomnę… Zdecydowanie zmieniło mój cały świat.

 Eka_kobus_AQUA_SPEED_7
 Eka_kobus_AQUA_SPEED_8

Ludzie, którzy dostrzegli mój potencjał

Dołączyłaś do grupy Espontani, do której wciągnął Cię Krzysiek Reszka. Takie grupy to sposób na mobilizację do treningu, obniżenie kosztów podróży na imprezy, bycie blisko ludzi z taką samą pasją? A może coś zupełnie innego?

Tak, do Espontanów trafiłam dzięki Krzyśkowi Reszce. I chcę to podkreślić mocno – Krzysiek zobaczył mnie po niecałym roku mojego pływania. To było ogromne przeżycie. Ktoś, kto pływa latami, patrzy na mnie – samouka, świeżaka, osobę po intensywnej zmianie życiowej – i mówi: „Hej, ty pływasz naprawdę dobrze! Chodź do nas!”.

To dla mnie zaszczyt, duma i taki moment, w którym pierwszy raz poczułam, że ktoś widzi we mnie potencjał. Krzysiek otworzył mi drzwi. Dosłownie i w przenośni. Dzięki niemu poznałam Espontanów – ludzi pełnych pasji, radości, dobrego serca. Oni nauczyli mnie, że pływanie to nie tylko bycie samemu ze sobą, ale również rozmowy na środku jeziora, wspólne wejścia do zimnej wody czy skok do ciepłego basenu, wsparcie, śmiech i bycie razem – to daje mi ta grupa.

Dzięki naszym wspólnym szalonym pomysłom poznałam Karolinę Szczepaniak – rekordzistkę Guinnessa, Królową Bałtyku; osobę, którą podziwiałam z daleka. A dziś… pływamy razem. Rozmawiamy. Trenujemy w zimnej wodzie. I to, że ona chce spędzać ze mną czas — to coś, co wciąż mnie wzrusza.

A fakt, że AQUA SPEED prosi mnie o wywiad? Jeszcze kilka lat temu siedziałam zamknięta w domu i walczyłam sama ze sobą. A dziś ktoś chce posłuchać mojej historii. To jest najpiękniejszy dowód, że warto dać sobie szansę.

 Eka_kobus_AQUA_SPEED_7
 Eka_kobus_AQUA_SPEED_8

Porady dla początkujących i nie tylko!

Jakie masz plany na sezon open water 2026? Czy już zaczynasz przygotowania? Co poradziłabyś wszystkim, którzy chcą wystartować w swoim pierwszym open water albo przygotowują się do jakiegoś pływackiego wyczynu? 

Ja nie żyję sezonami – ja żyję wodą. Pływam cały rok, w każdej temperaturze, w każdej pogodzie. Rok 2026 widzę dokładnie tak samo: chcę być wszędzie, gdzie czas pozwoli i na pewno przepłynę całą serię AQUA SPEED, a poza tym solo 24h OW Woda Bydgoska. Ja zawsze zabiorę rodzinę, bo to nie są „tylko zawody” – to jest nasze wspólne życie.

Dlaczego nie warto trenować "za bardzo"

A jeśli chodzi o przygotowania… Tutaj też nie jestem typową „sportową historią”. Nigdy w życiu nie przygotowywałam się do żadnego wyczynu według planu.

Moja pierwsza Otyliada to najlepszy dowód. Założyłam, że przepłynę 20 km, bo raz w życiu – podczas kilku miesięcy pływania – zrobiłam ciągiem 10 km. Weszłam do wody bez ciśnienia, bez planu, bez presji, płynęłam swoje… I wyszłam z ponad 30 kilometrami. Zupełnie na luzie. Nawet nie przyspieszyło mi serce. Spojrzałam na trybuny – mój mąż spał, dziecko spało… Pomyślałam: „No to płynę dalej”. Za to moja druga Otyliada była odwrotnością. Tak bardzo chciałam pobić samą siebie, że się zwyczajnie… przetrenowałam. Tydzień przed startem zachorowałam, weszłam na zawody osłabiona, z gorączką. Wyszłam z wody po 20 km – ciało odmówiło posłuszeństwa. I ta lekcja była dla mnie ważniejsza niż jakikolwiek wynik. Czasem największym przeciwnikiem jest „za bardzo chcę”. A po co robić przeciwnika z siebie samego?

Po prostu spróbuj

Co powiedziałabym komuś, kto zaczyna? Nie lubię dawać rad – każdy człowiek jest inny i każdy ma inną drogę.

Ale jedną rzecz mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem: po prostu spróbuj. Wejdź do wody. Zobacz, co poczujesz. Odważ się. A potem idź krok dalej… i kolejny, jeśli poczujesz, że to jest Twoje. Nie dlatego, że trzeba, tylko dlatego, że chcesz. Może odkryjesz pasję życia. Może spotkasz ludzi, którzy zmienią Twoje otoczenie. Może znajdziesz spokój, którego szukałeś latami.

Ja znalazłam. I jestem żywym dowodem na to, że nigdy nie jest za późno, żeby coś zacząć. Czasem wystarczy jedno wejście do wody. Zawsze warto próbować. Przecież mamy tylko jedno życie, więc trzeba korzystać, póki mamy czas!

Rozmawiał: Maciej Mazerant / Redaktor prowadzący AQUA SPEED magazyn

Zdjęcia dzięki uprzejmości Ewy Kobus

 belka_17_Aqua_speed_magazyn

Polecane

pixel